6 porad dla trenera webinarów i warsztatów online

Zajęcia w wirtualnych pokojach są zawsze wyzwaniem dla prowadzącego. Jak sobie z nimi radzić?

1. Słuchawki z mikrofonem – jakoś nikt nie chce mi wierzyć, że one na prawdę są potrzebne i że od razu wiadomo, który uczestnik ich nie ma, gdy tylko zabiera głos.

Skąd wiadomo? Po pierwsze powstaje echo. Po drugie, jak wirtualny pokój poradzi sobie z echem (niewiele programów to umie), to po prostu jakość głosu jest kiepska. Rezultat – inni się męczą, niedowiarek – ma się świetnie.

Wiem, że w Skypie można „gadać” do komputera i druga strona świetnie słyszy. No ale wirtualny pokój to nie Skype i trzeba to przyjąć do wiadomości.

2. Mam dobry internet – wirtualny pokój nie potrzebuje gigantycznego łącza. Potrzebuje jednak stabilnego łącza (program się rozłączy, podobnie jak Skype, gdy łącze będzie niewystarczające). Często tego parametru nie spełniają łącza mobilne, szczególnie jak się jest daleko o masztu (czyli klasycznie już podaję za przykład warszawski Wilanów Zawady, gdzie mam w domu raz EDGE raz HSDPA).

Ważne są także parametry ping – czyli jak szybko twój głos dotrze do innych oraz upload, czyli z jaką prędkością informacje od ciebie są wysyłane.

Często „dobry internet” okazuje się, łączem tak samo wolnym jak przed wielu laty połączenie uzyskiwane przez podpięcie kabelka telefonicznego do komputera. A jego właściciel do tej pory tylko ściągał pocztę mailową i uważał, że to jest OK, gdy filmy z YouTuba się przycinają. Na takim łączu w wirtualnym pokoju nie popracujemy.

3. Ilość informacji – jak mantrę powtarzam „nie przeładowuj webinaru informacjami, nikt tego nie zapamięta”. Trudno jednak podać gotową recepcję na „akuratną” ilość treści.

Najlepiej jak zaobserwowałam działa terapia szokowa, czyli uczestnictwo w webinarze przeładowanym treścią a jeszcze na dodatek prowadzonym przez kolegę lub koleżankę z firmy.

Czyli sprawdza się zasada góralska „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”.

4. Tło i inne grafiki – nie wiem czemu, ale nadal popularne są tła slajdów typu podpalany papier. Tu miałam podobne doświadczenie, czyli działa terapia szokowa. Na jednych zajęcia warsztatowych wystarczy doświadczyć dwóch prezentacji – z białym tłem i tłem w ciapki. Autor ciapek najczęściej przysiada z wrażenia i obiecuje natychmiastowe ich usunięcie.

5. Tytuły slajdów – Inna moja mantra to „tytuł slajdu jest na wagę złota, musi zawierać najważniejszą myśl ze slajdu, szkoda go przeznaczać, na nazwę sekcji i powtarzać na 10 slajdach ten sam tytuł”.

Tu także pomaga informacja zwrotna od kolegów i koleżanek w stylu „A wiesz co? Może na tym slajdzie umieścisz tytuł, który mówi coś konkretnego”.

6. Podsumowanie, podsumowanie – nie bójcie się, szczególnie na warsztat online, gdzie uczestnikom przekazujecie solidną dawkę wiedzy, pomagać im w jej zapamiętaniu.

Jak pomóc uczestnikom w zapamiętaniu? 

Rób podsumowania, rób ankiety z pytaniami testowymi (na prawdę nikt się nie obrazi a jak uzna, że to jest poniżej jego godności, to po prostu nie weźmie udział w takiej ankiecie, i tyle). Zadawaj pytania do każdej „pigułki wiedzy” i proś o odpowiedzi na czacie.